Jest 23:47. Dom w końcu cichy. Dzieci śpią. Partner śpi. Nawet pies się nie rusza. I właśnie wtedy — siadasz z kubkiem zimnej już herbaty i otwierasz książkę. To jest twój czas. Jedyne piętnaście, trzydzieści, może czterdzieści pięć minut, które należą tylko do ciebie. Jeśli szukasz książki, która sprawi, że zapomnisz o tej herbacie, zapomnisz o godzinie i obudzisz się rano z podkrążonymi oczami, ale z uśmiechem — jesteś we właściwym miejscu. Kiedy ostatnio zamknęłam jedną z książek, które zaraz ci opiszę, siedziałam przez chwilę w ciemności, nie mogąc do końca wrócić do rzeczywistości. To jest właśnie to uczucie, którego szukasz.
Jeśli szukasz szybkiej odpowiedzi: najlepsze książki dla zapracowanych matek to te, które możesz czytać w kawałkach, ale które mimo to wciągają tak, że odkładasz je dopiero gdy oczy same się zamykają. Z własnego doświadczenia i z setek rozmów z innymi mamami mogę polecić przede wszystkim: „Nie jestem złą mamą" Niny Vare (jeśli czujesz się winna niemal wszystkiego), „Bez krzyku" Niny Vare (jeśli tracisz cierpliwość i nie wiesz już co z tym zrobić), oraz coś zupełnie innego — thriller psychologiczny „Zaginiona w Tatrach", bo czasem najlepszą terapią dla mamy jest godzina, podczas której zupełnie przestaje być mamą i staje się kimś, kto rozwiązuje zagadkę. Każda z tych pozycji to inna energia, ale ta sama obietnica: nie odłożysz jej w połowie.
Powiem ci coś, czego większość blogów nie powie: dziewięćdziesiąt procent poradników dla matek to przepisane w kółko te same treści. „Dbaj o siebie", „ustal granice", „mów nie". Wiesz. Czytałaś. I prawdopodobnie po tygodniu wróciłaś do punktu wyjścia, bo żadna z tych rad nie uwzględniała tego, jak naprawdę wygląda twój dzień.
Dlatego kiedy trafiłam na serię Niny Vare, byłam sceptyczna. Kolejna influencerka, kolejne pastelowe okładki, kolejne „kochaj siebie bardziej". Myliłam się.
Ta książka nie jest poradnikiem. Jest lustrem. Nina Vare pisze o macierzyństwie z taką precyzją emocjonalną, że nieraz musiałam odłożyć książkę i po prostu usiąść z tym, co właśnie przeczytałam. Opisuje mechanizmy winy, porównywania się, presji społecznej — nie w sposób akademicki, ale tak, jakby siedziała obok ciebie na kanapie i mówiła: wiem, bo sama przez to przeszłam.
Jest dla ciebie, jeśli: budzisz się rano i pierwszą myślą jest lista rzeczy, w których wczoraj nie byłaś wystarczająco dobra. Jeśli przepraszasz dzieci za każdy swój błąd, ale nigdy nie przepraszasz siebie. To nie jest książka, która da ci spokój od razu. To książka, która da ci narzędzia, żeby ten spokój zbudować.
Nie ma mamy, która nie zna tego wstydu. Chwila, kiedy tracisz panowanie nad sobą, a potem przez resztę dnia nosisz to ze sobą jak kamień. „Bez krzyku" Niny Vare to jedna z niewielu książek, które mówią wprost: złość nie jest twoją wadą. Jest sygnałem. I zamiast kolejny raz tłumaczyć ci, że „masz prawo do emocji" — pokazuje konkretnie, co się dzieje w twoim ciele i głowie, i co z tym można zrobić.
Czytałam ją w pięciominutowych kawałkach między jednym a drugim obowiązkiem. I właśnie to jest jej siła — nie musisz mieć godziny skupienia. Każdy rozdział jest kompletny sam w sobie.
Jest różnica między czytaniem o sobie a czytaniem, żeby przez chwilę być kimś innym. I nie ma w tym nic złego. Czasem potrzebujesz nie kolejnego rozdziału o macierzyństwie, tylko zagadki, napięcia, historii, która wciąga cię tak mocno, że przez godzinę nie pamiętasz o liście zakupów.
Jeśli szukasz czegoś jeszcze bardziej wciągającego niż typowe bestsellery z Empiku — koniecznie zajrzyj do „Zaginiona w Tatrach" Maji Stern. Karolina Bryk zaginęła w górach. Policja zamknęła sprawę po 48 godzinach. Został tylko pies i plecak. Marta Kowalska — kobieta, która sama zna smak straty — postanawia szukać dalej. To thriller psychologiczny, który czyta się jednym tchem, ale zostawia coś po sobie. Nie jest to historia o ofierze. Jest to historia o tym, czego nie widać na powierzchni.
Czytałam to w nocy i byłam pewna, że „jeszcze tylko jeden rozdział". Skończyłam o drugiej w nocy. Bez żalu.
Wiktora Berga poznałam przez tę właśnie książkę i natychmiast zrozumiałam, że to autor, którego trzeba obserwować. Siedemnastoletnia dziewczyna znika. Osiem lat później jej morderca pisze o niej powieść. Brzmi jak klasyczny thriller — ale to coś więcej. To pytanie o to, kto ma prawo opowiadać czyjąś historię. I co się dzieje z prawdą, gdy zostaje ubrana w fikcję. Dla mam, które lubią czytać z poczuciem, że dostają więcej niż tylko fabułę.
Polecamy
Książki dla kobiet które chcą więcej — od siebie, od relacji, od życia. Bez ściemy, bez pustych obietnic.
Zobacz wszystkie książki →Nie wiem jak ty, ale ja mam słabość do biografii kobiet, które nie są idealne. Nie tych opowieści o sukcesie podanym na tacy, tylko tych — gdzie widzisz brud, wątpliwości, ceny płacone za marzenia.
„Iga. Cena Zwycięstwa" Piotra Nowakowskiego to biografia Igi Świątek, której się nie spodziewałam. Nie ma tu lukrowania. Jest historia dziewczyny, która od dziecka dźwiga presję i uczy się żyć w jej cieniu. Jako mama — czytałam to z zupełnie inną perspektywą niż przed macierzyństwem. Myślałam o rodzicach Igi. O wyborach, które robili. O tym, czego nigdy nie dowiemy się z konferencji prasowych.
„Doda. Bez Cenzury" Marty Pomper to z kolei lektura dla tych, które chcą zrozumieć, czym jest życie pod nieustanną obserwacją. Doda to postać, którą łatwo oceniać. Trudniej zrozumieć. Ta książka próbuje to zrobić — i w wielu momentach jej się to udaje.
Przecenione: poradniki oparte na metodach z lat 90. ubrane w nowoczesną szatę graficzną. Wiesz, te z podtytułem „7 kroków do harmonii". Kupujesz, czytasz pierwsze trzy rozdziały, odkładasz. Trzy miesiące później je oddajesz. Nic się nie zmieniło.
Przecenione są też biografie celebrytek pisane przez PR-owców. Można je wyczuć po tym, że nigdzie nie ma w nich prawdziwego bólu. Wszystko jest albo triumfem, albo przezwyciężoną przeszkodą z happy endem. Prawdziwe życie tak nie wygląda.
Underrated: fikcja literacka pisana przez kobiety o kobietach. Nie romantyczne bajki — tylko te trudniejsze historie, w których bohaterka nie wie, czego chce, i właśnie to jest w niej prawdziwe. Underrated są też krótkie formy — eseje, zbiory obserwacji. Idealne dla mam, bo można je czytać w kawałkach bez utraty wątku.
I szczerze? Underrated jest polska literatura w kategorii self-help dla mam. Przez długi czas byłyśmy skazane na tłumaczenia, które nijak miały się do naszej kultury, naszego poczucia winy, naszych rodzinnych dynamik. Na szczęście to się zmienia — i właśnie dlatego seria Niny Vare jest ważna. Bo mówi po polsku. Dosłownie i w przenośni.
Jest jeszcze jedna kategoria, o której rzadko się mówi wprost: książki, które czyta się nie jako mama, nie jako żona, nie jako pracownica — tylko jako kobi
Zobacz też: Romanse dla kobiet · Biografie dla kobiet