Pamiętasz ten moment, kiedy chowałaś okładkę książki w metrze albo szybko zmieniałaś temat, gdy ktoś pytał, co teraz czytasz? Znam to doskonale. Romans przez lata był gatunkiem, o którym mówiło się półgłosem — jakby czytanie o miłości było czymś mniej poważnym niż pochłanianie kolejnego kryminału czy literackiego noblisty. Najwyższy czas to zmienić, bo romanse to jeden z najbardziej niedocenianych gatunków literackich, który oferuje znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.
Pierwsza i największa krzywda, jaką wyrządzamy romansom, to nazywanie ich „lekkimi" czy „prostymi". Ktokolwiek tak twierdzi, najwyraźniej nie czytał zbyt wielu dobrych tytułów z tego gatunku. Weźmy choćby „Outlander" Diany Gabaldon — wielotomowe dzieło łączące historię, medycynę, filozofię i oczywiście miłość. Albo „Normalne ludzie" Sally Rooney, które rozłożyły na łopatki literackich krytyków na całym świecie właśnie dlatego, że romans potrafi być skalpelem, którym tnie się ludzką psychikę. Dobra historia miłosna wymaga od autorki czegoś niezwykle trudnego — zbudowania dwojga wiarygodnych ludzi i przekonania czytelnika, że ich uczucie jest prawdziwe.
Żyjemy w czasach permanentnego stresu, przebodźcowania i nieustannego pośpiechu. Romans oferuje coś, czego trudno szukać w thrillerze czy literaturze faktu — bezpieczną przestrzeń emocjonalną. Czytając „The Hating Game" Sally Thorne albo „Beach Read" Emily Henry, dajesz sobie pozwolenie na poczucie czegoś dobrego. Na nadzieję. Na wiarę, że ludzie potrafią się odnaleźć, naprawić i pokochać. To nie naiwność — to odwaga, żeby mimo wszystko wierzyć w dobre zakończenia.
Psychologowie od dawna mówią o terapeutycznej roli fikcji. Emocje, które przeżywamy razem z bohaterami, są prawdziwe — podnosi nam się poziom oksytocyny, obniża kortyzol. Brzmi jak żart, ale to czysta biochemia. Romans po prostu robi ci dobrze.
Minął bezpowrotnie czas biernych panien czekających na księcia. Współczesny romans dał nam bohaterki, które są skomplikowane, ambitne, często złamane — ale zawsze aktywne. „It Ends with Us" Colleen Hoover to nie jest bajeczka o miłości. To książka, która zmierzyła się z przemocą domową w sposób tak uczciwy i bolesny, że miliony czytelniczek płakało i dziękuje autorce za odwagę. Bookstagramy pękają w szwach od postów o tej powieści, bo ludzie czują się w niej zobaczeni.
Podobnie „The Spanish Love Deception" Eleny Armas czy powieści Talia Hibbert z serii Brown Sisters — to opowieści o kobietach, które wiedzą, czego chcą, walczą o siebie i uczą się kochać bez przepraszania za własne potrzeby. Czy naprawdę to brzmi jak coś, o co trzeba się wstydzić?
Wiesz, co jest ciekawe? Romans to gatunek tworzony głównie przez kobiety, dla kobiet i kupowany przez kobiety. I właśnie dlatego przez dekady był traktowany z pobłażaniem. Kiedy odmawiasz sobie czytania romansów ze wstydu, nieświadomie powielasz przekonanie, że to, co interesuje kobiety, jest mniej wartościowe. A to nieprawda. Czytanie tego, co sprawia ci przyjemność — bez przepraszania — to mały, ale ważny akt stawiania swoich potrzeb na pierwszym miejscu.
Polecamy
Anna Kowalczyk · Bare & Bloom
Polskie 50 twarzy Greya. Nicea. Toskania. Mężczyzna, który nie pytał — bo wiedział.
Kup ebook — 39 zł →Jeśli dopiero wchodzisz w ten gatunek, najlepiej zacząć od czegoś, co rezonuje z twoim obecnym nastrojem. Potrzebujesz lekkości i śmiechu? Sięgnij po „Beach Read" Emily Henry. Chcesz czegoś z większą głębią emocjonalną? „Normalne ludzie" to absolutny must-read. A jeśli marzysz o historii, która trzyma w napięciu, ma rozbudowany świat i miłość, która kosztuje — romans historyczny lub fantasy romance może być strzałem w dziesiątkę.
Właśnie dla takich czytelniczek — szukających romansu, który nie boi się trudniejszych emocji i daje coś więcej niż tylko słodki happy end — powstała nasza najnowsza książka. To historia napisana z sercem, w której miłość przeplata się z pytaniami o tożsamość, wybory i odwagę bycia sobą. Myślę, że jeśli dałaś mi tu kredyt zaufania, dasz go i jej.
Romanse to gatunek, który zasługuje na szacunek — i na twój czas. Oferują emocje, złożone bohaterki, terapeutyczną moc czytania i przypomnienie, że miłość — w różnych odcieniach — jest jednym z najważniejszych ludzkich doświadczeń. Odłóż wstyd na półkę. Weź romans. I czytaj go z okładką na wierzchu.