Była trzecia w nocy. Adam Darski leżał podłączony do kroplówki, jego ciało wyniszczone chemioterapią do granic możliwości. Według tego, co opowiadał później osobom ze swojego najbliższego otoczenia — otoczenia, które rozmawiało z autorką tej książki pod warunkiem zachowania anonimowości — Dorota siedziała przy jego łóżku z telefonem w ręku. Nie trzymała go za rękę. Przeglądała sklepy internetowe. Buty. Torebki. Rzeczy, które w tamtej chwili, w tamtym sterylnym, śmierdzącym środkami dezynfekcyjnymi pokoju, wydawały się obsceniczne w swojej banalności.
On to widział. Nie powiedział nic. Ale zapamiętał.
I dwa lata później, gdy związek rozpadł się ostatecznie — po miesiącach narastającej ciszy, kłótni o drobiazgi, które nie były drobiazgami — napisał o tym w autobiografii tak, jakby to był wyrok. Zimny, precyzyjny, nieodwoływalny. Siedziała i szukała w sieci nowych butów — te słowa obiegły polskie media w ciągu jednej doby i stały się zdaniem, którego Dorota Rabczewska nie jest w stanie usunąć z historii swojego życia, choćby zaprzeczała mu do końca świata.
Zaprzeczała. I zaprzecza nadal...